O autorze
"Dawid Ciżewski" - (rocznik 1978) absolwent politologii oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Wieloletni współpracownik Telewizji Polskiej S.A., TVN 24 (dziennikarz, autor materiałów informacyjnych, reportaży) oraz Dziennika Łódzkiego. Specjalista w zakresie pracy nad wizerunkiem, PR, marketingu politycznego, coachingu. Prezes zarządu Stowarzyszenia Promocji i Edukacji Społecznej "Pokolenie IDEA".

dawidcizewski@wp.pl

Dwie kadencje bez działania prawa wstecz, czyli żart prezesa

Dwukadencyjność bez działania prawa wstecz, to taki sam dowcip, jak obietnice Kaczyńskiego, że nie będzie odwetu na PO po wyborach, żart Beaty Szydło na Śląsku, o tym, iż żaden górnik nie straci pracy oraz ani jedna kopalnia nie zostanie zamknięta czy psikus „będę prezydentem wszystkich Polaków” – A. Duda, obecny prezydent wszystkich rodaków, którzy zagłosowali na PiS. Dwukadencyjność z działaniem prawa wstecz będzie PiSkriegiem na samorządy i preludium do wygrania wyborów parlamentarnych. Prezes chce mieć w garści całą Polskę.

Jakże wielkim zaskoczeniem dla Jarosława Kaczyńskiego była klęska PiS w wyborach samorządowych w 2014 roku. Przy będącej na fali sondażowej partii nagle okazało się, że PiS w stolicach województw (nawet we wschodniej części kraju), miastach na prawach powiatu i wielu innych miejscowościach, zasiadło w opozycji. Na szesnaście województw w ani jednym PiS nie ma prezydenta. Resztę stanowisk objęli kandydaci z list PO, niezależni czy z SLD. Reakcja prezesa była histeryczna. Ogłosił, że wybory zostały sfałszowane i szybko zażądał przeprowadzenia kolejnych. Tego samego zdania był ówczesny przewodniczący SLD, Leszek Miller. W duchu ekumenicznym obaj panowie podali sobie dłonie, w wspólnej sprawie. Wyborów nie powtórzono, za to sojusz po tym geście z dnia na dzień stracił 12 pkt. procentowych, mając wcześniej 17%. SLD od dna nie może odbić się do dziś. Tyle historii połączonej z histerią prezesa. Pora na teraźniejszość



Warszawa. To największe marzenie prezesa. Stolicą od 2006 roku rządzi z fotela prezydenta Hanna Gronkiewicz – Waltz. Wówczas w drugiej turze zwyciężyła z byłym premier rządu PiS, LPR, Samoobrona Kazimierzem Marcinkiewiczem. Kolejne wybory wygrała już w pierwszej turze uzyskując blisko 54% głosów poparcia. W 2014 r. w drugim starciu pozbawiła szans na prezydenturę Jacka Sasina (PiS), zdobywając ponad 58% głosów. Mimo ciągnącej się budowy drugiej linii metra i innych grzechów, które wyciągnęli prezydent organizatorzy referendum, Hanna Gronkiewicz – Waltz przetrwała plebiscyt nad jej odwołaniem, który okazał się nieważny.

Łódź. Hanna Zdanowska. Rządzi w Łodzi drugą kadencję z ramienia PO. Starając się o reelekcję wygrała w pierwszej turze. Zarówno w sejmiku wojewódzkim, jak i w Radzie Miasta w Łodzi w koalicjach zasiadają PO, SLD i PSL. Partia Kaczyńskiego jest w opozycji. Porządku w mieście próbuje pilnować wojewoda Zbigniew Rau przysłany przez prezesa.

Kraków. Tam, gdzie prezes uparł się na zmianę podziału administracyjnego, miastem Kraka rządzi od 15 lat Jacek Majchrowski (bezpartyjny), który w 2002 roku wygrał m.in. ze Zbigniewem Zbiorą. Natomiast 4 lata później popierany przez PO i środowiska lewicowe pokonał zdobywając blisko 60 proc. głosów w drugiej turze, pozbawiając szans na prezydenturę kandydata PiS Ryszarda Terleckiego. W 2014 roku Majchrowski zwyciężył z Markiem Lasotą z PiS.

Przenieśmy się do dużego województwa jakim jest Wielkopolska. W Poznaniu prezydentem jest Jacek Jaśkowiak, który w drugiej duże może pochwalić się wynikiem blisko 60 procent poparcia. W Radzie Miasta Poznania rządzi koalicja PO – SLD.

W wojewódzkie kujawsko – pomorskim nieprzerwanie od 2002 roku rządzi w Toruniu Maciej Zaleski – bezpartyjny. Podczas ostatnich wyborów otrzymał ponad 70 proc. poparcia w I turze. Podobna sytuacja jest w regionach ościennych: w pomorskim, zachodnio – pomorski czy warmińsko – mazurskim. To właśnie na północy Polski prezes planuje rozbić województwa, aby utworzyć trzy dodatkowe, czyli kolejne okręgi wyborcze.

Dwukadencyjność dotyczy oczywiście prezydentów, burmistrzów oraz wójtów, ale ciekawostką ostatnich wyborów samorządowych jest bezwzględna dla Kaczyńskiego i PiS algebra. Na 16 sejmików wojewódzkich, tylko w jednym rządzi partia prezesa. To Podkarpacie.

W regionach oraz w byłych województwach, które teraz są miastami na prawach powiatu kandydaci na prezydentów PiS i sama partia Kaczyńskiego przegrywa z kretesem, będąc nawet na szczycie wyborczej fali. PiS ma prezydentów obecnie jedynie w 11 małych miastach, gdzie obowiązują okręgi jednomandatowe, czyli słynne już JOW-y (największy bierze wszystko). W aglomeracjach i powiatach grodzkich, gdzie odbywają się wybory proporcjonalne PiS przegrywa. W Krakowie czy w Toruniu wyborcy stawiają na kandydatów bezpartyjnych. Kaczyński nie bierze w ogóle pod uwagę, że wybory samorządowe mają inną specyfikę od parlamentarnych. Wyborcy nie głosują na partie, lecz na znane, lokalne twarze. Prawdziwym zagłębiem niezależnych prezydentów jest Śląsk, zachodnia część Małopolski oraz województwo opolskie. Zakładane w kraju liczne stowarzyszenia i ruchy obywatelskie postawią w wyborach na odpolitycznienie samorządów.

Pierwszy raz informację (jakby dla odwrócenia uwagi) o dwukadencyjności bez działania prawa wstecz, ponieważ taką propozycję odrzuciłby z pewnością Trybunał Konstytucyjny (Sic!), podało polskie radio. Rozgłośnia powołała się na posłów PiS, którzy chcieli zachować anonimowość. W tym samym czasie trwało „grillowanie” Misiewicza. Temat nie wywołuje euforii w mediach, tym bardziej, że do wyborów samorządowych pozostało 1,5 roku.
W wypowiedziane ostatnio słowa przez prezesa – dwukadencyjność owszem, ale bez działania prawa wstecz, nie wierzy opozycja. Trudno uwierzyć w takie zapewnienia, kiedy mamy za sobą wprowadzenie szeregu ustaw niezgodnych z Konstytucją RP, zakwestionowanych przez TK, Sąd Najwyższy, autorytety prawne z Komisji Weneckiej i KE oraz polskich konstytucjonalistów od prawa do lewa. Teraz na tapecie jest oczko w głowie Zbigniewa Ziobry. Na nocne zmiany czeka reforma sądownictwa. Na topie jest sprawa uchodźców. Jeśli dwukadencyjność miała odwrócić od tych niezwykle ważnych tematów uwagę, to znaczy, że prezes stracił resztki instynktu politycznego.

Według majowego sondażu IBRIS dla Onet.pl PiS może liczyć na 34,5 proc., za nim z 29 proc. PO i SLD z poparciem nieco powyżej progu wyborczego. Reszta ugrupowań nie weszłaby do Sejmu.

Prezes będzie robił wszystko, żeby zwiększyć poparcie dla PiS. Preludium przed wygraną w wyborach parlamentarnych ma być spektakularne zwycięstwo w samorządach, a trudno o glorię, z włodarzami miast, którzy będą ubiegać się o czwartą czy piątą kadencję. A niektórzy z nich obejmują fotel prezydenta w I turze przy poparciu 60, a nawet więcej procent. „Prawo nie działa wstecz” zostanie zamienione eufemizmem, a pretekstem będzie, że po tylu latach sprawowania władzy potworzyły się układy, kumoterstwo, patologia, które są plagą wyniszczającą samorządy. Po prostu przegrana PiS w wyborach samorządowych, grozi partii Kaczyńskiego spadek sondaży, a przecież wybory do parlamentu w 2019 r. to będzie wielka walka, która zapisze się na kartach podręczników.

Jedyną zaletą w obecnej sytuacji w kraju, jest to, że z czołówki PiS można czytać, jak z otwartej księgi. Dla prezesa istnieje tylko jedno prawo. To ustanowione przez siebie samego.


Źródło: http://www.wyborynamapie.pl/samorzadowe2014/prezydenci.html
Trwa ładowanie komentarzy...