O autorze
"Dawid Ciżewski" - (rocznik 1978) absolwent politologii oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Wieloletni współpracownik Telewizji Polskiej S.A., TVN 24 (dziennikarz, autor materiałów informacyjnych, reportaży) oraz Dziennika Łódzkiego. Specjalista w zakresie pracy nad wizerunkiem, PR, marketingu politycznego, coachingu. Prezes zarządu Stowarzyszenia Promocji i Edukacji Społecznej "Pokolenie IDEA".

dawidcizewski@wp.pl

Front ANTYPiS - tak, ale bez sejmowej opozycji

Prezes boi się najbardziej tłumów na ulicach. O wiele bardziej  od opozycji w Sejmie RP
Prezes boi się najbardziej tłumów na ulicach. O wiele bardziej od opozycji w Sejmie RP OSK/fanpage
Ruchy obywatelskie i Polacy sami doskonale radzą sobie na ulicy w walce z dyktaturą Kaczyńskiego. Nie ma potrzeby zawiązywać koalicji demokratycznej z opozycją sejmową. Partie te postrzegane są jako nieudolne i nieradzące sobie z władzą. Rok przed wyborami samorządowymi i na półmetku do parlamentarnych, nagle opozycja proponuje plan. Partie powinny wykazywać się w Sejmie. Darmowe wiece wyborcze i kolejka do mikrofonu podczas manifestacji - to już było i się nie sprawdziło.

"Jako największa partia opozycyjna chcemy przedstawić scenariusz współpracy" - powiedział w TVN24 Grzegorz Schetyna (PO). I ten scenariusz porozumienia powinien zaproponować innym partiom opozycyjnym zasiadającym w Sejmie. Po to zostali wybrani przedstawiciele tych ugrupowań przez wyborców, aby reprezentować Polaków właśnie w Parlamencie RP. Podkreślenie przez Schetynę, że proponują taką współpracę w roli "hegemona opozycyjnego" może zniechęcić Nowoczesną i PSL. Tym bardziej, że do momentu wyprawy lidera Nowoczesnej na Maderę trwała otwarta walka między Schetyną i Petru o przywództwo opozycyjne, zamiast skupić się bardziej na powstrzymywaniu PiS przed zawłaszczaniem państwa. Właściwie od początku tej kadencji trwa kampania wyborcza podsycana co rusz publikowanymi sondażami o wygraną w kolejnych wyborach. Obecnie PO ma nadzieję na powtórkę, kreując ponownie nieprawdziwe zjawisko duopolu partyjnego. Zresztą to samo robi PiS. Mniejszego zła już nie ma. Polacy mają o wiele większy wybór. Mimo wszystko chwała przewodniczącemu Schetynie, że wyraził chęć stworzenia wspólnej, sejmowej opozycji.



Front demokratyczny, który zawiązał się między partiami i ruchami obywatelskimi rok temu w obronie Trybunału Konstytucyjnego, wolności, równości i demokracji, rozpadł się tak szybko, jak powstał. W rocznicę pierwszych, częściowo wolnych wyborów 89', w ubiegłym roku liderzy frontu demokratycznego szli podczas manifestacji ramię w ramię. W tym roku 4 czerwca 1989 uczcili już osobno. Pierwsza ze zjednoczonej opozycji partyjno - obywatelskiej wycofała się Platforma Obywatelska.

Dzisiaj w obronie wolności oraz praw Polek i Polaków konsekwentnie manifestują Obywatele RP, Ogólnopolski Strajk Kobiet z Martą Lempart na czele, Dziewuchy dziewuchom, KOD z Krzysztofem Łozińskim - pomysłodawcą tego ruchu obywatelskiego. Są wspierani przez Władysława Frasyniuka, który unikał polityki, ale polityka upomniała się o niego. Oni doskonale radzą sobie bez polityków z Wiejskiej. Są świetnie zorganizowani i co najważniejsze zdeterminowani oraz konsekwentni.

Pod Sejm przeciwko ustawie pozwalającej pisowskim władzom przejąć Sąd Najwyższy wyszły również ugrupowania polityczne, jak Inicjatywa Polska czy partia Razem. Wyborcy blisko dwa lata temu wybrali im właśnie to miejsce - ulicę, a prezes ludzi protestujących tłumnie na tej ulicy boi się jak diabeł święconej wody. Ale to nie oznacza, że opozycja pozasejmowa nie potrafi być aktywna i skuteczna.

To nie opozycja sejmowa zatrzymała rok temu głosowanie nad restrykcyjnym projektem ustawy antyaborcyjnej "Stop aborcji", lecz komitet "Ratujmy Kobiety", składając w odpowiedzi na propozycję środowisk prawicowych swój projekt. Sejm nowelę obywatelską odrzucił, ale na rok sprawa aborcji ucichła. 13 lipca Inicjatywa Polska oficjalnie reaktywowała komitet "Ratujmy Kobiety", ponownie składając do Sejmu projekt ustawy liberalizujący przepisy aborcyjne. We wrześniu ruszy zbieranie podpisów pod projektem.

Przez wiele lat, a przez ostatnie dwa z ogromnym nasileniem, politycy skutecznie obrzydzali siebie Polakom. W Sejmie toczyły się intrygi, szukanie haków, pyskówki i walka o władzę. Wychodziły i wychodzą afery za aferą. Służba wyborcom zniknęła gdzieś daleko za horyzontem. Wielu ludzi na słowo polityk czy polityka dostaje drgawek, ponieważ trudno w XXI wieku nie wiedzieć, co i w jaki sposób dzieje się w kraju. Wiedzieć oczywiście trzeba, jaki kawałek państwa oraz instytucji przejął znów PiS, ale skakanie sobie do gardeł pokazywane codziennie na ekranach telewizyjnych można sobie darować.

Dla ruchów obywatelskich tworzenie wspólnych koalicji z sejmowymi partiami byłoby samobójstwem. Straciłyby zaufanie Polaków, którzy chcą protestować przeciwko niszczeniu i zawłaszczaniu państwa, a tym samym frekwencja na demonstracjach byłaby o wiele mniejsza. Manifestacje zamieniłby się w wiece wyborcze oraz polityczne, podobnie jak "miesięcznice".

Nikt parlamentarzystom nie zabroni przecież uczestniczyć w manifestacjach, ale gospodarzami powinny zostać bezspornie ruchy obywatelskie i to ich liderzy powinni stać murem i przemawiać do Polek i Polaków. A jest o czym mówić i protestować. Jarosław Kaczyński krok po kroku, bez żadnych kompromisów, mimo interwencji Komisji Europejskiej i Weneckiej, przejął Trybunał Konstytucyjny, wprowadzając w życie niezwykle szkodliwe ustawy niezgodne z Konstytucją RP. Z dniem przegłosowania ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym, pożegnaliśmy się z trójpodziałem władzy - podstawowym narzędziem demokracji. Władza: wykonawcza, ustawodawcza i sądownicza należą do prezesa PiS.

To właśnie Sąd Najwyższy decyduje o ważności wyborów. Głosy w zbliżających się samorządowych oraz parlamentarnych będą liczyć ludzie PiS. Szans na to, że prezes zgodzi się na wprowadzenie unijnych obserwatorów nie ma praktycznie żadnych. Jesteśmy przecież państwem suwerennym i niepodległym, a "stróże" z zewnątrz podważyliby tylko zaufanie suwerena do władzy. Taki będzie właśnie argument PiS. Przez kolejne dwa lata kadencji będzie ciąg dalszy przejmowania Polski przez pisowskie władze, aż po samorządy. Zatrzymanie tego procesu będzie bardzo trudne, jeśli w ogóle możliwe. Trzeba jednak pamiętać, że rewolucja zjada własne dzieci. Zarówno we władzach PiS oraz w samej partii nie trwa sielanka. Wręcz przeciwnie. Toczy się wojna "poddywanowa" o wpływy i władzę.

'Panie Posłanki i Panowie Posłowie, otwieram obrady Sejmu'. I właśnie po tych słowach parlamentarzyści opozycyjni mają pole do wykazania się w walce z rządami PiS. Wspólne rozmowy, wymiana argumentów są jak najbardziej potrzebne i wskazane, ale nie oficjalna koalicja. To już było i nie zdało egzaminu. Liczba liderów, nie może przekraczać liczby demonstrujących. Sytuacja w Polsce jest na tyle poważna, że wymaga natychmiastowej mobilizacji oraz działania, a nie straty czasu na dwugodzinną kolejkę do mikrofonu, aby drugie tyle lansować się.
Trwa ładowanie komentarzy...