Świadome pokolenie 90’. Oni wiedzą o co walczą

Młody mężczyzna wynoszony przez policjantów z blokady przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.
Młody mężczyzna wynoszony przez policjantów z blokady przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Fot. Agata Kubis
Nazywani złośliwie „gimbazą”, „dziećmi Neostrady”, „pokoleniem straconym i nieświadomym”, Polki i Polacy urodzeni w latach 90 tych pokazali przez ostanie tygodnie, że wiedzą dlaczego i po co są na ulicy. Młodzież to świadoma, ważna część społeczeństwa obywatelskiego. Rozumieją, że to nie zabawa w protesty. Chcą mieć wpływ na swoją przyszłość, która nie jawi się w jaskrawych kolorach. Walczą o wolność, równość i demokrację.

Przez blisko dwa lata rządów PiS przedział wiekowy ludzi ulicy zmienił się nie do poznania. Dzisiaj podczas demonstracji nie widzimy już tylko czterdziestolatków czy osób jeszcze starszych. To był główny zarzut pisowskiej propagandy w stronę manifestujących wspólnie z KOD - em w obronie Trybunału Konstytucyjnego. Co nie oznacza, że nie było wśród nich młodszych Polaków. Szybko przejęta TVP pokazywała, to co chciała, żeby zobaczyli wyborcy PiS. Przyklejono do tych osób łatki bogatych pań w futrach i emerytowanych esbeków, którzy nie mogą pogodzić się z demokratycznym wyborem „większości „ Polaków.



Te dwa ostatnie lata były okresem gromadzenia się młodych ludzi, rozmów, dyskusji, podczas różnych spotkań organizowanych w całym kraju. Oprócz KOD –u, zaczęły powstawać inne ruchy obywatelskie. Dzisiaj jest ich kilka wiodących. Jednoczą się we wspólnych celach.

Będąc na takich protestach obecnie zobaczycie przekrój wiekowy od licealistów po starsze, sędziwe osoby w wieku ponad 80 lat. W informacjach telewizyjnych oraz innych mediach wypowiadają się dwudziestolatkowie, którzy płynnie przekazują wiedzę, dlaczego protestują. Prowadzą transmisje na żywo na portalach społecznościowych i to dzięki tym portalom doskonale komunikują się ze sobą, a później gromadzą w ustalonych miejscach. Ci młodzi ludzie przekornie nazywani "dziećmi Neostrady" biegle posługują się Internetem - podstawowym i niezwykle skutecznym narzędziem komunikacji społecznej. Obecnie to własnie sieć oraz portale społecznościowe stały się pierwszym źródłem informacji przed telewizją czy radiem. Przez czas rządów „dobrej zmiany” powstały lokalne wspólnoty, które zbierają się na sygnał pod miejscami dowodzenia władz PiS. Na fotografiach udostępnianych na Facebooku w grupach dyskusyjnych czy na prywatnych profilach widać wynoszonych przez policjantów młodych ludzi z blokad ulicznych. Nie zniechęca ich grożenie karami przez ministra spraw wewnętrznych. Walczą o trójpodział władzy, wolność, równość, prawa człowieka i demokrację.

Urodzeni już w wolnej Polsce o obradach „Okrągłego stołu” i wyborach 4 czerwca 1989 roku wiedzą z podręczników. To już dla nich historia najnowsza. Pytają o tamte czasy rodziców, oglądają filmy dokumentujące czasy PRL, czytają publikacje politologów oraz historyków. Jeszcze ich nie zaszufladkowano. Jeszcze nie są nazywani resortowymi wnukami. Manifestująca młodzież patrzy wstecz za pośrednictwem środków masowego komunikowania i ta przeszłość im się nie podoba. Jest czarno – biała bez odcieni szarości. Na pewno owiana legendą „Solidarność” i stoczniowcy z Wybrzeża, gdzie w sierpniu 1980 roku zalegalizowano Niezależne Samorządne Związki Zawodowe, którzy stoją dzisiaj po stronie PiS jest dla nich wielką zagadką. Takie nadeszły czasy. Pokolenie 90’ to idealiści. Trudno ich zniechęcić. Widać to po frekwencji podczas demonstracji czy po wpisach na portalach społecznościowych – „macie ochotę iść na spacer?”, „nie możemy teraz odpuścić”, „weźcie zestaw demonstranta” (chodzi o świeczki).

Miałem przyjemność uczestniczyć w kilku spotkaniach z młodymi ludźmi podczas paneli dyskusyjnych o przyszłości naszego kraju, o roli Polski w Unii Europejskiej i byłem zdumiony wiedzą jaką ma ta młodzież. UE, jej działania i struktury – te zagadnienia dla młodych Polaków nie stanowią żadnych tajemnic.

Jest to obecnie swoisty fenomenem socjologiczny w Polsce. Demonstruje na ulicy swoje niezadowolenie społeczeństwo obywatelskie, bez względu na wiek, wykształcenie, wykonywany zawód oraz często światopogląd. W czasach PRL, tylko raz zdarzyła się sytuacja, kiedy młodzi ludzie wyszli na ulicę w obronie swobód obywatelskich i walkę z cenzurą. Pod koniec stycznia 1968 roku na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego pod pomnikiem Adam Mickiewicza studenci sprzeciwili się władzom, po tym jak zdjęto z afiszów i ze sceny teatralnej „Dziady” Kazimierza Dejmka. W marcu protesty rozeszły się po całym kraju pod ośrodkami akademickimi. Po stłumieniu demonstracji wielu studentów raz wykładowców zostało wydalonych przez PRL – owskie władze z uczelni. Wszystkie inne, późniejsze strajki i protesty wywoływali robotnicy, domagający się polepszenia warunków socjalnych. Zamieszki były też spowodowane podwyżkami cen żywności nawet o 100 procent.

Pokolenie 90’ nie pamięta uchwalenia obowiązującej Konstytucji RP w 1997 roku. Jak przez mgłę kojarzy przystąpienie Polski do UE, ale stoi dzisiaj murem z tymi, którzy pamiętają czasy PRL. Wiedzą „podskórnie”, że dzieje się coś bardzo złego, co trzeba powstrzymać. Coś im podpowiada, że jest to niezwykle ważny moment i oni mogą przyczynić się do wyjścia z tego niebezpiecznego zakrętu historii własnie teraz, dzisiaj. Są młodzi, gniewni, pełni energii i zapału. Albo my, albo oni! Mimo to, stosują zgodnie z zaleceniami organizatorów bierny opór. Przed manifestacjami wszyscy protestujący są poinformowani, w jaki sposób zachowywać się w razie zatrzymania przez Policję, jakie mają prawa, kiedy funkcjonariusz może sięgnąć po gaz obezwładniający czy kajdanki, stosując środki przymusu bezpośredniego. Wiedzą ilu na miejscu jest prawników, którzy zdecydowali się bronić demonstrujących nieodpłatnie.

Polacy, którzy walczą z „dobrą zmianą” nie cofną się już. W bardzo niekomfortowej sytuacji jest obecnie władza. Mają poważne problemy wewnątrz PiS, a z drugiej strony muszą opanować rozemocjonowane społeczeństwo obywatelskie, którego determinacja w obronie demokracji sięgnęła zenitu. A groźby ze strony władzy przynoszą tylko i wyłącznie odwrotny skutek. To dolewanie oliwy do i tak mocno płonącego ognia. A jedna i druga strona wie doskonale, że demokracją dyktatury się nie pokona.
Trwa ładowanie komentarzy...