Kaczyński buduje przekaz propagandowy tylko do twardego elektoratu. Nie dopuszcza do nawet chwilowego zawahania się tych wyborców. PiS gra silną gospodarczo Polską, niepodległą, Smoleńskiem oraz wrogimi siłami, które przeszkadzają prezesowi w ujawnieniu prawdy. To po jednej stronie Putin, a po drugiej europejski Tusk i zwolennicy zjednoczonej Europy. Wykreowany wizerunek PiS, jako silnej, zmobilizowanej partii ma utwierdzić jej wyborców w przekonaniu, że są bezpieczni, w dobrych rękach. Ale, żeby kogoś bronić trzeba wyimaginować kolejnych wrogów. Byli i są to Niemcy (pamiętamy dziadka z Wermachtu). Wrogów przybywa, kiedy ludzie przestają się bać. A prezes obiecuje wyborcom ochronę. Pielęgnowanie i utrzymanie tego elektoratu to codzienna mozolna praca. Jednak ostanie słowo należy do duchownych otwarcie popierających PiS. Kaczyński dba więc o kościelny elektorat i dodatkowo o nienaganne stosunki z Kościołem.
Według dwóch ostatnich sondaży IBRiS PiS może liczyć na 37,7 proc. poparcia. Tyle partia Kaczyńskiego dostał dwa lata temu w wyborach. To jednak za mało. Stąd taka determinacja w zmianie ordynacji wyborczej. PiS zapowiada również reformę Państwowej Komisji Wyborczej. I w końcu Sąd Najwyższy. To właśnie ta struktura jest organem stwierdzającym ostatecznie ważność wyborów. Jarosław Kaczyński działa metodycznie. Zmiany są wprowadzane po to, żeby zapewnić PiS ciągłość władzy. Wprowadzenie spornych ustaw w życie będzie wiązało się z protestami, ale prezes może pozostać nieugięty. Tak jak było w przypadku Trybunału Konstytucyjnego oraz innych instytucji państwowych. Świadczyć o tym może determinacja parlamentarzystów PiS podczas prac w komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Przeforsowanie reformy sądownictwa i projektu zmieniającego prawo wyborcze, to być albo nie być dla PiS przy takiej władzy. Prezes wie, że jeśli wypuści ją z rąk, może już nigdy jej nie zdobyć.
